Na pewno większość z Was słyszała teksty typu: „Po co przepłacać za stronę? Przecież AI zrobi ją w 20 minut" albo „Mój znajomy zrobił stronę za 300 zł." I po części jest to prawda — tak samo jak można „zbudować dom" z kontenera i materaca wrzuconego do środka. Pytanie tylko, czy mówimy o czymś, co ma po prostu istnieć, czy o narzędziu, które realnie ma zarabiać pieniądze i działać przez lata.
Problem, którego nie widać na pierwszy rzut oka
Tutaj zaczyna się coś, o czym rzadko się mówi wprost: ludzie wyceniają stronę internetową na podstawie tego, co widzą. Wchodzisz na gotowy projekt, wygląda ładnie, działa na telefonie, jest jakiś formularz kontaktowy. Wydaje się, że wszystko jest w porządku.
Ale skąd masz wiedzieć, czego nie ma — jeśli nigdy nie miałeś powodu, żeby to wiedzieć?
To jest fundamentalny paradoks tej branży. Jeśli nie wiesz, że istnieje coś takiego jak Core Web Vitals, to nie wiesz, że Twoja strona może mieć z nimi problem. Jeśli nie wiesz, że prawo wymaga odpowiedniego zarządzania cookies i danymi użytkowników, to nie wiesz, że działasz niezgodnie z GDPR. Jeśli nie wiesz, że strona powinna być dostępna dla osób korzystających z czytników ekranu, to nie wiesz, że część Twoich potencjalnych klientów może mieć problem z jej użyciem.
I tutaj pojawia się drugi problem: część osób, które oferują tworzenie stron internetowych, również tego nie wie. Albo wie, ale nie mówi — bo klient nie pyta, więc po co komplikować.
„Strona z AI w 30 minut" — gdzie kończy się marketing?
AI potrafi dziś wygenerować całkiem niezły layout, napisać treści i złożyć z tego sensownie wyglądający frontend. Sam korzystam z tych narzędzi praktycznie codziennie i uważam, że świetnie sprawdzają się przy MVP, prototypach czy prostych landing page'ach.Pamiętam swoje pierwsze projekty robione z AI. Z zewnątrz wyglądały całkiem OK. Problem w tym, że pod maską był totalny bałagan — zero spójnej architektury, każdy komponent żyjący własnym życiem. Chciałem coś zmienić w layoucie i nagle okazywało się, że muszę szukać po całej bazie kodu, bo „tu jest inaczej, tam inaczej, a jeszcze gdzie indziej coś zupełnie innego". Technicznie — dramat.. Ale nie wiedziałem o tym, bo jeszcze nie wiedziałem, czego nie wiem. Wymagało to tysięcy godzin spędzonych przed komputerem.
Problem polega na tym, że AI nie bierze odpowiedzialności za efekt końcowy.
Wygeneruje stronę, która wygląda dobrze w Chrome ale już nie MacBooku. Czy zadziała tak samo na Androidzie w słabszej sieci? Czy formularze nie wybuchną na Safari? Czy Google uzna ją za wystarczająco szybką i dostępną, żeby pokazywać ją wysoko w wynikach wyszukiwania? Na te pytania AI nie odpowie — bo to są rzeczy, które wychodzą dopiero przy głębszej pracy.
I właśnie dlatego wiele firm po roku wraca do punktu wyjścia. Strona, która miała być „gotowa w 20 minut", okazuje się koszmarem przy pierwszej większej zmianie. Albo po prostu nie dowozi tego, po co w ogóle powstała — klientów, zapytań, sprzedaży.
Najdroższa strona internetowa to bardzo często ta, którą trzeba robić drugi raz.
Co tak naprawdę decyduje o jakości strony?
Zacznijmy od tego, czego zwykle nie widać na screenie.
Performance i Core Web Vitals — Google mierzy Twoją stronę tak samo, jak użytkownik ją odczuwa. Jak szybko cokolwiek się pojawia, czy elementy nie skaczą podczas ładowania, jak szybko strona reaguje na kliknięcia. Strona, która ładuje się 7 sekund, traci użytkowników zanim zdążą cokolwiek przeczytać — i spada w wynikach wyszukiwania. Obydwa problemy naraz.
Struktura i semantyka strony — Google nie widzi pięknego gradientu i animacji. Google widzi kod. Widzi strukturę strony, kolejność nagłówków i to, czy całość ma sens jako dokument — czy to jest logicznie poukładana treść, czy chaos owinięty ładnym designem. To pierwsze dostaje ruch organiczny. To drugie nie.
Z SEO związane jest też structured data — dodatkowe informacje zakodowane specjalnie dla wyszukiwarek, dzięki którym Google może wyświetlić w wynikach nie tylko tytuł i opis, ale też oceny, ceny produktów czy daty wydarzeń. To właśnie te rozbudowane wpisy, które przykuwają wzrok bardziej niż zwykłe linki.
Accessibility, czyli dostępność — strona powinna działać poprawnie dla osób korzystających z czytników ekranu, poruszających się wyłącznie klawiaturą, mających problemy z rozróżnianiem kolorów. Standardy WCAG określają konkretne wymagania w tym zakresie, w wielu branżach ich spełnienie jest wymogiem prawnym. Ale pomijając prawo — to realna część Twoich użytkowników. Ignorowanie jej to nie tylko kwestia etyki, to zostawianie pieniędzy na stole.
UX i UI to pojęcia, które często są używane zamiennie, choć oznaczają co innego. UI to warstwa wizualna — jak strona wygląda. UX to szersze doświadczenie — czy łatwo znaleźć to, czego użytkownik szuka, czy proces zakupu lub kontaktu nie frustruje w połowie drogi. Można mieć piękne UI i fatalny UX. Efekt: strona wygląda świetnie, ale nie konwertuje. Klient przeglądał, ale nie napisał.
Prawo, cookies i rzeczy, które „nie są ważne, dopóki nagle są"
To jest chyba najbardziej zaniedbywany obszar — bo jest nudny, niewidoczny i nie ma go na żadnym screenie do portfolio.
Każda strona, która zbiera dane użytkowników — a robi to praktycznie każda, choćby przez Google Analytics — podlega GDPR. Użytkownik musi mieć realną możliwość wyrażenia zgody zanim jakiekolwiek dane zostaną zebrane. Stąd banery cookies, ale samo wyskakujące okienko to za mało. Chodzi o to, żeby cały mechanizm — tzw. consent mode — był wdrożony poprawnie, nie tylko estetycznie.
Bezpieczeństwo formularzy z kolei to coś, o czym klienci przypominają sobie dopiero gdy dostaną spam z własnej strony albo, w gorszym przypadku, gdy formularz zostanie wykorzystany do ataku na serwer. Odpowiednio zabezpieczony formularz to nie bonus — to podstawa.
Większość osób dowiaduje się o tych rzeczach za późno. Kiedy przychodzi problem z bezpieczeństwem, kara od UODOdu albo strona spada z wyników, bo Google uznał ją za niezgodną z wytycznymi. I wtedy okazuje się, że „tania strona" wcale nie była tania.
Ile REALNIE kosztuje dobra strona internetowa w 2026?
Zależy od tego, czego realnie potrzebujesz.
Prosta strona firmowa z kilkoma podstronami, podstawowym SEO, porządną responsywnością i sensownym performance'm to wydatek rzędu 1500–3000 zł. To nie jest „tania strona" — to dolna granica tego, co można zrobić rzetelnie.
Jeśli potrzebujesz customowego designu, systemu zarządzania treścią, rozbudowanych sekcji, animacji i mocniejszego SEO technicznego, rozmowa zaczyna się od 3000–6000 zł.
Sklep internetowy, aplikacja webowa, integracje z zewnętrznymi systemami — to poziom 6000 zł i więcej, gdzie cena zależy już od konkretnego zakresu.
I tak, można taniej. Tak samo jak można kupić rower za 400 zł w markecie. Pytanie, czy za rok będzie się nadawał do jazdy — i czy ktokolwiek będzie chciał go naprawić, kiedy się posypie.
Podsumowanie
Dobra strona to nie tylko wygląd. To performance, UX, SEO, dostępność, bezpieczeństwo i masa rzeczy, których użytkownik nigdy nie zobaczy — ale które decydują o tym, czy strona faktycznie działa jako narzędzie biznesowe.
Ta wiedza kosztuje. To są tysiące godzin spędzonych przed monitorem. Ogrom dokumentacji, materiałów wideo, prób i błędów. Pieniądze stracone na projekty, które nie konwertowały bo architektura była zła, albo na poprawki z AI, kiedy trzeba było wracać do tego samego miejsca w kółko. Używałem AI do absolutnie wszystkiego — UI, UX, planowanie, architektura, backend, zaawansowane refaktory, konfiguracja cachowania, orkiestracja między mikroserwisami. Wiem, gdzie pomaga, a gdzie tylko udaje, że pomaga.
Nie wiesz, czego nie wiesz. I to jest normalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś, kto oferuje tworzenie stron, też tego nie wie — albo liczy na to, że Ty nie zapytasz.
Właśnie dlatego strona internetowa nie może kosztować mniej niż dniówka w gastronomii. Nie dlatego, że ktoś chce zarobić. Dlatego, że za ceną kryje się coś realnego — albo nie kryje się nic.
Jeżeli chcesz stronę, która nie tylko istnieje, ale faktycznie działa i rozwija się razem z firmą — możesz się ze mną skontaktować.





